Dzwonił mój mąż, zaraz po mnie będzie.
Zastanawiała się, gdzie ukryć zwłoki fatalnych kłótni o nic. Czasem chciała po prostu odpuścić, szła przed siebie, podkręcając ruch na szybsze obroty. Wtedy przybierała postawę gazeli, biegła ile sił w nogach, żeby naskoczyć na ofiarę, potem wbić w nią zęby i zapomnieć o wszystkim. W rzeczywistości gazele nie zachowują się w ten sposób, ale nie ma ochoty od razu nazywać się tygrysem. Nakręcała maszynę, żeby znaleźć wyzwolenie. Jedyne na co miała ochotę to odpuścić.
Znalazłam się w centrum Nowego Jorku. Wypiłam drinka w Webster Hall. Pierwszego, kolejnym towarzyszyły moje przyjaciółki. Suzan w białej sukience i z egzotyczną urodą zamawiała następne kolejki, kiedy Hayley kończyła trzeciego papierosa. Siedziałam w sukience od europejskiego projektanta i zatapiałam się w babskiej zabawie. Uwielbiałam spędzać z nimi czas, kiedy byłyśmy zupełnie sobą, kiedy wieczory spędzałyśmy w ekskluzywnych klubach, a poranki na przypadkowych stancjach. Tęskniłam za wakacjami, tymi kiedy byłam gówniarą zgrywającą gwiazdę. Kiedy zabawiałam się za pieniądze rodziców, przyjmowałam drinki od obcych, byłam bezwzględna, nierozważna i tańczyłam na kubikach skupiając spojrzenia obcokrajowców. To jeden z tych dni, kiedy trawa jest tak bardzo zielona, a mój humor został zepsuty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz