Kiedy lekki mróz starał się schłodzić ciepło, które emanowało z mojej pozytywnej energii, która była wynikiem równania mającego kilka niewiadomych, świat wokół mnie zaczął wirować.
W stylu słodkiej Marylin złapałam yellow cab i pojechałam na Brooklyn. Kupowanie hot-dogów w tej dzielnicy miasta była ryzykowane. Nigdy nie wiem, czy jestem typem niegrzecznej dziewczynki, w skórze anioła, czy aniołem z czerwonymi rogami diabła. Wybrałam pierwszą opcję i zamówiłam parówkę ze wszystkimi sosami. Z ciepłą bułką w ręku przeskoczyłam przez niewysoki mur. Rudy płaszcz zaplamił się czosnkową mazią. Starannie wytarłam odzienie i usiadłam na zaśnieżonej ławce. Słońce padało na moje złote włosy, a odgłosy miasta, w tej jego części, były moją najlepszą ciszą.
Szukałam sensu w wieku, w którym przyszło mi żyć. Spełniona pod każdym względem, idealnie wpasowująca się w większość zadań narzucanych przez moją epokę.
Kiedyś usłyszałam od kobiety w czarnym habicie, że nie kocham nikogo, bo nie kocham J. Dzisiaj ja sama nie istnieje, bo nie jestem celebrytką, bywającą w sieci. Myślę, czy ta sieć ma oczy. Może jej poddani przestali już patrzeć z dystansem na wszystko co się tam dzieje, a zaczęli spoglądać przez jej pryzmat. Myślę, czy ta sieć ma oka. Jak duże otwory musi wyrobić, żeby uwolnić swoje rybki. Nie czuję się rybakiem, ani tym bardziej wędką. Jednak mam wrażenie, że widzę wszystkie haczyki, na które te istoty się łapią. Patrzę na szczęśliwe pary, które wesoło pozują do zdjęć. Piękne okazy, myślę, że można je wziąć do oceanarium. Teraz kiedy zebraliśmy wszystkich w jednym miejscu czas wpuścić zwiedzających. Nie pozostaje nic innego, jak kupić bilet i was oglądać, rybki. Wasze szczęście zamknięte za szkłem, jak smutno, że nie potraficie go jeszcze uwolnić. Jak dobrze, że ja też mam parę. Złapię ją za rękę i z uśmiechem na ustach, w wesołych podskokach będziemy oglądać, jak unosicie się na wodzie. Bądźcie ostrożni, rybki pływające brzuchem do góry, nie są interesujące.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz