Jak zwykle rano, włączyło się radio, z którego wybrzmiała Florence. Jej głos o poranku sprawił, że moje ciało zaczęło się mimowolnie poruszać. Kołysałam się natchniona muzyką i szczęściem, które ode mnie emanowało. Melodie schowałam do iPoda i włożyłam sobie ją do uszu. Ubrałam markowy dres i wybiegłam przed zaśnieżony budynek. Czasami mam ochotę wznieść ręce ku niebu. Z mojego mieszkania w 6. dzielnicy udałam się na stację metra. Ludzie w idealnych garniturach, którzy podróżowali pierwszą linią metra, podobnie jak ja zmierzali do La Defense. Widok zaśnieżonej kobiety w stroju sportowym nie był niczym nadzwyczajnym, mam jednak wrażenie, że zniosłam wiele rozmaitości do codzienności zapracowanych francuzów, spiętych pod perfekcyjnie ułożonymi krawatami. Dzielnica znajdująca się na zachód od Paryża biła blaskiem drapaczy chmur. Biegniesz z inną szybkością, twoje serce bije dwa razy mocniej. Jesteś uzależniony. Stanęłam pod La Grande Arche, żeby spojrzeć na cudowne płatki śniegu, które przykrywały Promenadę, tworząc na niej puchowy dywan. Rozejrzałam się dookoła i łatwo mi przyszło znaleźć wzrokiem najwyższy budynek w tej dzielnicy. Windą wjechałam na 56. piętro. Zatroskane, zapracowane oczy roześmichały się na mój widok, a ukochane, umięsnione ramiona przyciągnęły do siebie moją zaśnieżoną sylwetkę.
-Chciałam Ci tylko powiedzieć, że uwielbiam, kiedy pada śnieg.
z miłości do doskonałości
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz