Najpierw patrzę jak śnieg przykrywa miasto. Zatrzymuję się na moment i wyodrębniam krótkie sekwencje głębokich spojrzeń. Uniosłam się nad Wall Street i zmierzam w kierunku Brooklyn Bridge. W dużej, puchowej, miłej w dotyku rękawiczce niosłam słodką bułkę, która przywitała mnie rano swoim zapachem. Z zaspanym jeszcze wyrazem twarzy obserwowałam zabieganych ludzi, nerwowo, w większości udających się w kierunku stacji metra. Celem mojej podróży był most, na którym miałam znaleźć pierwszą wskazówkę. Wśród tysięcy kłódek zawieszonych na odcinku prawie dwóch kilometrów znalazłam pokaźnych rozmiarów kopertę. Intuicja podpowiadała mi, że jest ona tym czego szukam, a rozum zastanawiał się, jak to możliwe, że ktoś niepowołany jej jeszcze nie otworzył. W środku odnalazłam liścik wskazujący kolejny punkt: Joe's coffee, moja ulubiona kawiarnia, do której zwykłam chodzić po zajęciach w Broadway Theater Archives. Kartka miała dopisek, który wywołał uśmiech na mojej twarzy i dodał nutki ekscytacji, bo poczułam się obserwowana: Wyglądasz uroczo, do twarzy Ci ze śniegiem na włosach. Odgarnęłam płatki białego puchu i udałam się w piętnastominutową podróż.
Kiedy weszłam do kawiarni wszyscy goście przerwali spożywanie posiłków. Wstali, zaczęli bić brawo, po czym jak gdyby nigdy nic powrócili do konsumpcji. Stałam jak oniemiała, jednocześnie nie mogąc powstrzymać śmiechu połączonego ze zmieszaniem. Zanim zdążyłam usiąść przy stoliku, w celu otrzymania kolejnych instrukcji podeszła do mnie kelnerka. Młoda, zgrabna dziewczyna z włosami upiętymi w kitkę podała mi talerz muffinek, a swoje idealne zęby ułożyła się w szczery uśmiech. Życzyła smacznego i zostawiła mnie z aromatycznymi słodkościami. Ze zmarnowaną miną przeczytałam wiadomość zamieszczoną na serwetce, która wystawała spod babeczek. Przestań się krzywić, tylko zacznij delektować się ich smakiem, w innym razie zepsujesz moje dzieło. Z miną psa, którego zmuszają do kąpieli usiadłam przy stoliku i zaczęłam jeść. W trzeciej z kolei muffince odnalazłam kolejną aluzję. Właściwie to prawie ją połknęłam. Charms w kształcie Empire State Building wykonany z białego złota wywołał kolejny, jeszcze bardziej szczery uśmiech na mojej twarzy. Wzięłam go do ręki i zaczęłam penetrować pozostałe babeczki, po czym szybkim krokiem opuściłam kawiarnię. Od piątej alei dzieliło mnie około pięciu mil. Wsiadłam w autobus, żeby nie tracić czasu na stanie w bramkach metra. Wbiegłam do budynku i udałam się w stronę windy. Wiedziałam, że dachy są magiczne, dlatego łatwo się domyśliłam, że tam musi być kulminacyjny moment niespodzianki. Pokonałam jeszcze dwa komplety schodów, po czym zupełnie sama stanęłam naśnieżnym dywanie na wieży widokowej. Zachmurzone niebo dawało miastu ciemną barwę, przez co lampki, które właśnie zapaliły się na sąsiednim budynku były bardzo widoczne. You are my heaven, przeczytałam, a na talii poczułam dobrze znany mi dotyk najukochańszych dłoni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz