Zajęli miejsca w biznes klasie. Thomas nie mógł powstrzymać śmiechu patrząc na Jessicę, która wbija się w skórzany fotel. Chwilę po starcie jej głowa opadła na jego ramię. Zasnęła. Delektował się słodkim zapachem blond włosów. Bezwiednie złapał jej zimną dłoń i przyciągnął do siebie.
To będzie długi lot...
Wyjrzała przez niewielkie okno i przez kłęby chmur dostrzegła wielki błękit. Zastanawiała się, czy wciąż jest wśród żywych.
Obok niej, wtulony w fotel spał Thomas Grey. Myślała nad sensownym planem usprawiedliwienia swojego zachowania z poprzedniego dnia, kiedy dostrzegła dwie pary wpatrujących się w nią oczu. Thomas, jak zwykle szarmancki zwyczajnie zapytał, czy dobrze jej się spało, co wprawiło ją w jeszcze większa zakłopotanie. Niezdarnie starała się ułożyć włosy. Przeprosiła kilkakrotnie za całe zamieszanie i wesoło zmieniła temat. Długo rozmawiali i wymieniali się spojrzeniami, tymi samymi, które dawali sobie sprzed laty. Wstała i udała się do łazienki, żeby zmyć rozmazany makijaż. Odprowadził ją wzrokiem. Czarna sukienka zsuwała się z ramion. Lekko pokręcone włosy zakrywały nieprzyzwoicie odsłonięte plecy, jednocześnie pobudzając spojrzenia znudzonych podróżą mężczyzn. Zerwał się i podbiegł, łapiąc ją w talii. Wzdrygnęła się i pozwoliła przysunąć. Ręka Thomasa powiodła do jej szyi. Silnym ruchem przyciągnął zdziwione, niewinne, emanujące pożądaniem, drobne ciało. Złapała za kołnierz pogniecionej, ekstrawaganckiej koszuli i zaczęła rozpinać kolejne, grawerowane nazwą drogiej firmy guziki. Złoty zamek czarnej kreacji, francuskiego projektanta nie stawiał żadnych oporów.
Wszedł po schodach rodzinnego domu i rzucił się na swoje łóżko, żeby pomyśleć o niczym. Na półce, obok drewnianego pudełka i korkowej tablicy z białą kopertą widniał fioletowy album z rogaczami na stronie tytułowej. Zastanawiał się, czy są to jelenie czy renifery. Stanął przy oknie i zaczął przeglądać kolejne kartki. Zdjęcia oddawały dawne wspomnienia, które wciąż wywoływały uśmiech na jego twarzy.
Jessica krzątała się po uroczo udekorowanym domu. Kołysząc się w rytmach Sade wiedziała, że jest szczęśliwa. Wiedziała, że nic nie może mieć na zawsze, dlatego cieszyły ją chwile ulotne, które chwytała. Jeszcze większe szczęście przyniósł jej śnieg, którego płatki opadały na parapet. Usłyszała ciche wołanie z dworu. Wdrapała się na półpiętro i wyjrzała przez okno. Od frontu nikogo nie było. Wróciła do domu i odpaliła iPada. Zobaczyła internetową aktywność Greya, który grał w SongPong.
Musi być bardzo samotny.
Miała ochotę go odwiedzić, bała się, że on może tego nie chcieć. Przypomniały jej się wszystkie niespodzianki, które jej sprawiał nie zastanawiając się nad jej reakcją. Wzięła kluczyki do jeepa, zapakowała okazałych rozmiarów karton do bagażnika i z Elvisem w głośnikach ruszyła przez zaśnieżone Oslo.
Stojąc na pudełku w śnieżnej zaspie, rzuciła śnieżką w okno Thomasa.
Jess, what are you doing, my darling?! Zobaczyła zakłopotanie, które przemawiało przez pełne zdziwienia i szczerego uśmiechu lico.
Sklepy zamknięte, a ja nie potrafiłam wygrzebać telewizora spod tony kabli, więc wzięłam karton po nim.
Wybiegł do niej w białym tshircie z kocem w ręku i starannie otulił. Objął ciepłymi dłońmi jej zmarznięte, zaczerwienione policzki. Potarł nosem o ten jej i dostrzegł te same, wyrażające tyle uczuć, bystre iskierki.
Niespodzianka się udała?
Merry Christmas, my lovely happines ! :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz