Ostatni raz pojedynek w kuchni stoczyłam w maju. Wiele rzeczy od tamtego czasu nie chciałam robić. Od tamtej pory nie miałam na sobie różowej koszuli ze złotymi akcentami od Diora, w której jechałam w zatłoczonym metrze.
Dokładnie pamiętam jak w słoneczne południe poruszałam się nieklimatyzowanym środkiem transportu miejskiego. Ludzi było więcej niż zwykle, bo dosiedli się uczniowie South Sydney High School. Starałam utrzymać swoje ciało w równowadze i delektowałam się muzykę napływającą do moich uszu.
Weszłam do dużego gmachu i pojechałam windą na trzecie piętro. Na niebieską marynarkę ubrałam zielony, płócienny szpitalny kitel. Grandma promiennie mnie przywitała. Pochwaliła moje stylowe ubranie. Odstawiłam torebkę od Louis Vuitton na krzesło i zauważyłam, że obiad stoi już na szafce przy łóżku. Miałam Jej go podać. Starannie, jak najlepiej potrafię wykonywałam powierzone mi zadanie. Niezwykła świadomość tego, że umiem być potrzebna wprawiała mnie w dumę. Opowiadałam o egzaminach, które zdawałam. Spoglądałam na błękit nieba, który wchodził do sali przez duże okno. Grandma ekscytowała się urodą ratowników medycznych, a ja podtrzymywałam rozmowę. Zawstydziła mnie, kiedy pochwaliła mój czerwony koronkowy stanik Victoria's Secret wystający spod koszuli. Zirytowało mnie, że go dostrzegła, bo od zawsze powtarzała, że ma słaby wzrok. Przeczytałam Jej kartę zgody na operację, którą miała przejść po weekendzie. Ochoczo konwersowałyśmy, a moje myśli uciekały w ciemny zaułek. Zastanawiałam się nad moją osobowością. W każdą rzecz, która robiłam wkładałam jak najwięcej siebie. Myślałam kim naprawdę jestem. Jednego dnia potrafiłam zabawiać się w Europie, upijając się do nieprzytomności ze znajomymi, a drugiego siedziałam na oiomie z przejęciem wpatrując się w monitor rejestrujący pracę serca.
Ostatni raz pojedynek w kuchni stoczyłam w maju. Nie zdążyłam zostać doceniona, a bardzo tego chciałam. Wcale nie nauczyło mnie tego być bezinteresownie, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej podświadomie Potrzebuję aprobaty. Idealnie opanowałam sztukę duszenia w sobie uczuć.
Wyjęłam z piekarnika drugą blaszkę, nie obchodziło mnie czy pierniki są smaczne, bo swój talent kulinarny odcięli mi razem z pępowiną. Zapakowałam wypieki w papierowe pudełko i zaadresowałam paczkę do Europy. Smacznego, Panie Grey.
2 szklanki mąki
pół szklanki cukru pudru
jajko
łyżka masła
pół szklanki miodu
1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
łyżeczka przyprawy korzennej
i duuży kawałek serca :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz